
Posty oznaczone jako ‘foto’

Następny wpis
Wrzesień 5, 2009
Ponieważ nie potrafię wygrzebać się ze zdjęciami chorwackimi, to dzisiaj mały odpoczynek od nich (:

Chorwacja, odc. 3- “Split”
Sierpień 22, 2009
Wycieczka do Splitu- najważniejszego miasta Dalmacji i drugiego co do wielkości miasta w Chorwacji.
Droga prowadzi wzdłuż morza, a- co za tym idzie- naszym oczom ukazują się piękne widoki, śliczne plaże z turkusową wodą, porty z masą jachtów, i w końcu- “hodowla muszli”, czyli pełno wystających z wody pali.
Ale wcześniej, podczas jednego z pierwszych fotoprzystanków, miejsce ma polowanie na jedzenie (;


To po drodze…
A na miejscu zastaliśmy gorące miasto z odpływającymi do Włoch promami, na który niemal się, przez pomyłkę, nie załadowaliśmy, szukając parkingu (;
Ogólnie Split widzę jako jeden wielki, nagrzany słońcem, kamień. Tyle tylko, że we włoskim stylu. Wąskie uliczki (ileż to miast ma je w swoim opisie jako “jedyne w swoim rodzaju”, “klimatyczne”?), wszędzie kawiarenki, małe stoliczki, uderzający raz po raz w nozdrza zapach a to tuńczyka, a to pizzy, aż w końcu…portu. Jak pachnie port? Ano zdechłą rybą, niestety.
No a jeśli o splickiego Doklecjana chodzi, czy też o jego pałac, to ten ostatni jest wszędzie. Trudno mi orzec, co na starówce w Splicie jest jego pałacem, a co już nie. W sumie cała starówka mieści się chyba pod jego dachem, którego nie ma, otoczona jest przez jego stare, niepełne mury. Efekt jest taki, że posłużę się teraz znanym powiedzeniem, że “złej baletnicy…”, a raczej, że bez obiektywu szerokokątnego ciężko jest tam zrobić dobre, ukazujące ciut większy fragment tego miasta, zdjęcie (; Mniejsze fragmenty też jest trudno ująć, a to za sprawą wszędobylskich ludzi. Już, już jest piękne, bezludne ujęcie, aż nagle ręce i aparat opadają, bo w kadr wchodzi zbłądzony turysta… A czym pachnie Dioklecjan? Okazuje się, że lawendą. W mieszkaniu też mi nią pachnie. Tyle tylko, że przy mieszkaniu ona rośnie, a tu ją sprzedają w ładnych woreczkach (:







Krążąc po uliczkach trafiam do świątyni Jupitera. Świątynia ta zmieniona miała zostać na baptysterium czy świątynię Jana Chrzciciela. Jednak ja w tym panu Jana Chrzciciela dostrzec nie potrafię i już zawsze widzieć w nim będę Jupitera, czy nim jest, czy też nie…




Jupiter czy Chrzciciel, posprzątać trzeba (;
Początkowo jako opis poniższego zdjęcia znaleźć się miał jakiś komentarz nt. patriotyzmu, ale na szczęście przypomniałam sobie, że “Wikipedia i Google naszymi przyjaciółmi są” i powiem tylko, że moje włoskie odczucia są bardziej na miejscu niż myślałam (;

Zdjęcie zrobione z myślą o czytającej części czytelników:

Stare podręczniki? My mamy Allegro, a w Chorwacji robi się to tak:

Żadne z dzisiejszych zdjęć powalające nie jest
(to wina niesamowitego upału i uczucia,
że jest się sadzonym właśnie na patelnię jajkiem),
a to przekracza wszelkie granice- mam tego świadomość-
ale tu szczególnie chodziło o treść, nie formę (;
A teraz zdjęcie z serii “Nie róbcie tego w domu”, czyli robienie zdjęcia hodowli muszli przez lewe okno z wyciągnięciem ręki z aparatem przed oczy niewinnego kierowcy… No cóż, gdy była po prawej, udało mi się ją jedynie sfilmować…

I poniżej dowód, że pisanie pamiętnika podróżnika jest przydatne- gdy za kilka lat człowiek zapomni, kiedy gdzieś był może znaleźć jedynie takie dowody swojej podróży. Data jest? Jest. (:


















