Posty oznaczone jako ‘książka’

h1

“Okaleczona”, Khady

Wrzesień 4, 2009

okaleczona

Książkę przeczytałam praktycznie w jeden dzień, w ciepłym klimacie, w atmosferze innej- ale nie afrykańskiej- kultury.
O książce wcześniej wiedziałam niewiele- że autorka pochodzi z Afryki i przeżyła rytuał obrzezania afrykańskich dziewczynek i to właśnie to opisuje w swojej książce.

Bardzo się więc zdziwiłam, gdy już na kilku pierwszych stronach książki wydarzenie to zostało opisane, zaczęłam się zastanawiać, co w takim razie autorka umieściła na kolejnych ponad stu…
Po przeczytaniu mam wrażenie, że po temacie jedynie się prześlizgnięto. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie jest to książka naukowa, ale, jako europejka, nie dowiedziałam się niczego nowego. Czułam się, jakby książka nie była pisana dla mnie, ale dla kobiety, która przeżyła to samo, co autorka. Wspomina się o problemach obrzezanej kobiety występujących w przyszłości, jedynie o nich właśnie wspominając, nie wyjaśniając ich. Niektóre są faktycznie oczywiste, niektórych jednak nie do końca rozumiem. I chyba nie wynika to z mojej nieświadomości swojego ciała i niewiedzy na temat anatomii, bo te akurat mam dość spore (;
Odczuwam pewien niedosyt i żal do autorki.

No i przede wszystkim- odczuwam rozbieżność pt. “treść a forma”- temat książki niezwykle ciekawy, jak pewnie spora część tematów opisujących inną kulturę, inne zwyczaje niż nasze- europejskie czy polskie, a przy tym dość słaba forma, styl pisania. Dlatego też mam problem, jak książkę ocenić na biblionetce- tematem jestem zainteresowana(nie chciałabym więc, by biblionetka z powodu niskiej oceny nie poleciła mi już nigdy książki o podobnej tematyce;) ), ale “kunszt literacki” autorki mnie nie zachwyca (dlatego też wysokiej oceny KSIĄŻCE jako całości wystawić nie powinnam (; )…

Ostatecznie na bnetce książkę oceniłam na 3,5

h1

“Bez makijażu”

Sierpień 16, 2009

“Powieść mocno osadzona w realiach lat sześćdziesiątych, opowiada o grupie chłopaków – wychowanków zakładu poprawczego…”*.

Książka opowiada nie tylko o wychowankach, ale i o wychowawcach, których typy jakby wcale w przeciągu tych kilku dekad się nie zmieniły.

Mamy tu bowiem zapalonego młodego magistra, który wierzy w to, że zbawi świat, a przynajmniej sprowadzi na dobrą drogę choć jednego chłopaka i że właśnie dla tej jednej owieczki warto.

Mamy człowieka uważającego chłopców z poprawczaka za wyrzutków społeczeństwa, odpady ludzkie, pasożyty, twierdzącego, że działania wychowawcze są bezsensowne; człowieka, który tak naprawdę niewiele w swoim myśleniu różni się od swoich wychowanków.

Mamy podporządkowujący sobie codzienność zakładu system.

Ale nie jest to tylko książka o złu, o – jak to mówi wychowawca Kosil – zwalczaniu plagi, pojawia się także wątek miłości – miłości chłopaków, którzy nie zostali jej nauczeni, którzy nieraz przez całe swoje dotychczasowe życie jej nie doświadczyli, którzy próbują, choć się jej boją.

Jeśli jesteśmy już przy miłości, to siłą rzeczy ukazują nam się inni bohaterowie, ze środowiskiem zakładu niemający nic wspólnego. Często okazuje się, że to oni są bardziej zepsuci, zdemoralizowani bardziej niż nasi główni bohaterowie. To ich zachowanie przeraża czy też zasmuca czytelnika.

Czytając tę książkę, powoli dochodziłam do wniosku, że albo powieść nie została wcale tak mocno osadzona w realiach lat sześćdziesiątych, albo po prostu tak niewiele się zmieniło przez tych 40 lat, przynajmniej w kwestii resocjalizacji i działania zakładów.

To, co przede wszystkim różni treść książki od tego, co można dzisiaj zaobserwować, to “przewinienia” młodocianych. Nie przesadzę, mówiąc, że wtedy, by trafić do zakładu, “wystarczyło” ukraść, teraz trzeba zabić.

“Bez makijażu” doskonale ukazuje proces wtórnej demoralizacji zachodzący w ośrodkach wychowawczych
czy zakładach poprawczych, jednak daje światełko nadziei, że niektórych, jeśli sami będą tego chcieć i nie pozostawią swojego życia w rękach innych, można uratować, można pomóc im stanąć na własnych nogach
i nauczyć prawdziwego życia, nie skazując ich na życie za kratami, teraz już tymi z prawdziwego zdarzenia – w zakładach karnych.

Prawdziwe wspomnienia autora mieszają się tu z fikcją literacką i dopiero po czasie zauważamy, że jak na powieść autobiograficzną, autor wiedziałby po prostu zbyt wiele.

Myślę, że dla osoby w żaden sposób niezwiązanej z tym środowiskiem książka będzie równie, jeśli nie bardziej, interesująca, gdyż dotyka ona nie tylko spraw – pozwolę sobie na to określenie – przestępców, ale mówi przede wszystkim o człowieku.


* Marek Ołdakowski, “Bez makijażu”, wyd. Telbit, Warszawa 2003; z okładki.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.