Posty oznaczone jako ‘kuchnia azjatycka’

h1

Pieczone sajgonki.

Luty 18, 2010

Zgodnie z jednym ze swoich postanowień noworocznych- jestem na diecie.
Też jem różne pyszności, ale jakoś nigdy nie udaje mi się ich sfotografować, więc na razie powrócimy jeszcze do przeszłości. Dzisiaj zapraszam na pieczone sajgonki, robione już wiele, wiele miesięcy temu.

Składniki:
-papier ryżowy
-mięso mielone wieprzowo- wołowe
-marchewka
-kiełki (sojowe, fasoli mung, myślę, że jakie by nie były, to będą dobre. Jak ktoś sobie sam w domu kiełkuje, to swobodnie może wrzucić, jakie mu tam kiełkują. Ja miałam takie puszkowe, fasolkowe czy sojowe. Poszła cała puszka)
-biała kapusta (oryginalnie jej przeznaczeniem była surówka, o której kiedy indziej, ale tyle mi jej zostało, że postanowiłam ją dodać i tu)
-sos sojowy
-ocet ryżowy
-ocet jabłkowy (dodatkowe fusion, bo ocet jest z Korfu (; )
-sól
-pieprz

Mięso solimy, pieprzymy, podsmażamy. Teoretycznie można nie smażyć, tylko pakować surowe, ale nie miałam pewności, jak długo będę je piec, więc poszłam na kompromis i podsmażyłam je tak, że było jeszcze miejscami półsurowe.
Marchewka- w kilkucentymetrowe słupki i siup na rozgrzaną oliwę. Po chwili wlewamy do niej trochę octu jabłkowego, dusimy w nim trochę.

Kapustę drobno kroimy.
Mięso mieszamy z marchewką i kiełkami, przyprawiamy: sosem sojowym, zgniecionym ząbkiem czosnkowym, pieprzem. Dodałabym też jeszcze sól, gdyż ja liczyłam na słoność sosu sojowego i na tym etapie już nie soliłam i wydaje mi się, że było mało słone. Proponuję kapustę tez tu wrzucić, ja kładłam na papierze powyższy farsz, na to kapustę, a łatwiej by było, gdyby wszystko było wymieszane (:
Płatek papieru ryżowego moczymy w wodzie (ja dodałam do wody ocet ryżowy, ale teraz w sumie nie mam pojęcia, po co :> ), najlepiej wlać sobie wodę do głębokiego talerza, wsadzać na chwilę papier, wyjąć, położyć na ściereczce, nakładać nadzienie i zamykać jak gołąbka- z dołu od siebie, z prawej w lew, z lewej w prawo, z góry do siebie.
Ważne- nie trzymać papieru zbyt długo w wodzie, bo zmięknie tak, że przy wyjmowaniu się pomnie, poskleja i trudno będzie z powrotem otrzymać z niego kółko. Wystarczy zamoczyć na moment, odłożyć na ściereczkę i poczekać, ewentualnie zwilżać jeszcze dłonią. Ma być namoczony i miękki, ale lepiej ten stan osiągnąć jak już jest na ściereczce, a nie w talerzu, mając w perspektywie jeszcze transport na ściereczkę, deseczkę, blat.

Gotowe zawinięte sajgonki kładziemy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, można posmarować tłuszczem (bardziej się wtedy przyklejają do podłoża :/ ) i wsadzamy do nagrzanego na ok. 200-220 stopni piekarnika. Najlepiej jak najwyżej, na grzanie od góry, wtedy ładnie się przypieką. Teoretycznie pieczenie powinno trwać 20-25 minut (i tak chyba w rzeczywistości wyglądało), ale najlepiej do nich zajrzeć raz czy dwa i jak będą już ładne, to wyjąć (:
Zasadniczo w trakcie należałoby je przewrócić, żeby się opiekły z obu stron, ale wtedy wzrasta prawdopodobieństwo, że się rozwalą, niestety.

Smacznego (:

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.